Skip to content

Esej

Dlaczego czasem lepiej pozwolić opowieści przyjść do Ciebie

Kultura zachodnia traktuje autorstwo jako formę wyższą. W trzech nurtach, klinicznych i kulturowych, wraca jednak ten sam wniosek: przy pewnych ranach, w pewnych chwilach, lepiej pozwolić, by metaforę wybrała inna osoba albo inna tradycja. Trzy przykłady: pacjent Ericksona, mieszkaniec wioski słuchający griota, uczeń sufickiego nauczyciela. Żaden z nich nie wybrał opowieści sam, a to jest forma praktyki, nie jej porażka.

Zaktualizowano sierpień 20266 min czytania

Kto przeczytał resztę tej biblioteki, może sądzić, że formą wyższą jest opowieść napisana samodzielnie. Artykuły o formie uczą czterech etapów, a artykuł o nauce omawia nurty, z których piszący może czerpać. Artykuł o dwóch drogach do opowieści terapeutycznej traktuje pisanie i przyjmowanie z równą uwagą i ta równowaga jest uczciwa. Poniższy argument brzmi w niej ciszej: przy pewnych ranach, w pewnych chwilach, działa właśnie metafora, którą wybrała inna osoba albo inna tradycja.

Odruch, żeby napisać opowieść samodzielnie, jest w kulturze zachodniej silny i najczęściej dobrze służy piszącemu. Bywają jednak chwile, w których nie służy. Rana, którą omijasz od dziesięciu lat, może nie dać się przelać na papier akurat w dniu, w którym siadasz do pisania. Dziecko zbyt małe, by pisać, może potrzebować opowieści jeszcze dziś wieczorem. Dorosły na początku żałoby może jeszcze nie mieć języka, jakiego opowieść wymaga. W każdej z tych sytuacji opowieść, która przychodzi gotowa, wybrana przez kogoś, kto zna odbiorcę na tyle dobrze, by wybrać trafnie, daje więcej niż pusta kartka.

Trzy tradycje doszły do tego samego wniosku, każda własnym językiem. Żadna nie czyni z powierzenia wyboru reguły; każda pokazuje, że i ono bywa formą praktyki.

Pacjent, który nie wybrał metafory

Milton Erickson zbudował znaczną część swojej klinicznej reputacji na opowieściach kierowanych do pacjenta, w których metafora przemycała zmianę obok świadomego oporu. Erickson nie wręczał pacjentowi gotowego planu. Opowiadał historię, która pozornie nie miała nic wspólnego z jego sytuacją. Metafora działała, bo była pośrednia, a pacjent jej nie wybrał.

Jay Haley zebrał w Uncommon Therapy (W. W. Norton, 1973) opisy przypadków w postaci, w jakiej czytają je praktykujący klinicyści. Książka pokazuje Ericksona przy pracy z pacjentami, którzy przychodzili przekonani, że rozumieją swój problem do końca i rozwiązaliby go, gdyby tylko starczyło im silnej woli. Erickson rzadko przyjmował sposób, w jaki pacjent widział własny problem. Opowiadał historię o czymś innym i pozwalał pacjentowi odkryć, po kilku dniach albo tygodniach, że opowieść była o nim.

Sidney Rosen w My Voice Will Go With You: The Teaching Tales of Milton H. Erickson (Norton, 1982) zebrał wiele z tych opowieści wraz z komentarzem, czemu każda z nich służyła u konkretnego pacjenta. Kto czyta je dziś, z dala od gabinetu, widzi dyscyplinę: Erickson wybierał starannie, a praca pacjenta polegała na tym, by przyjąć opowieść i nie uprzedzać jej znaczenia.

To jest Erickson opowieści otrzymywanej. Istnieje też nurt kliniczny, który przenosi ericksonowskie rzemiosło metafory na sytuacje, w których piszący buduje metaforę dla samego siebie; ten wątek należy do pierwszej drogi z artykułu o dwóch drogach. Jeden klinicysta wypracował dwa odrębne zastosowania tej samej metody. Nas zajmuje tu przyjmowanie: metafora, której pacjent nie wybrał, potrafi zdziałać to, czego wybrana nie zdziała.

Griot, który wybiera za wioskę

W tradycji mande i pokrewnych tradycjach Afryki Zachodniej griot (djeli w języku mande) strzeże opowieści w imieniu całego ludu. Nie wymyśla materiału. Pamięta go, a wybór opowieści na dany wieczór, dla danej wioski, po danym wydarzeniu, to osobne rzemiosło, ćwiczone przez dziesięciolecia. Mieszkaniec wioski nie wybrał opowieści, którą słyszy. Wybrał ją griot.

Kto patrzy z zewnątrz, łatwo przeoczy funkcję leczącą. Opowieść griota przypomina wiosce, kim była w czasie głodu, wojny albo śmierci; forma pozwala żałobie, dumie i pouczeniu zmieścić się w jednym zdaniu. Artykuł o griotach opisuje samą tradycję, w tym etykę badenya (spoistość grupy), w obrębie której griot działa. Tu pożyczamy z niej tylko pytanie.

Pytanie brzmi: kiedy właściwą osobą do wyboru opowieści nie jest jej odbiorca? Sundiata: An Epic of Old Mali D.T. Niane'a, epos spisany z ustnego wykonania griota Djeli Mamoudou Kouyaté i wydany po francusku w 1960 roku (po angielsku w serii African Writers Series wydawnictwa Longman), daje najłatwiejsze anglojęzyczne wejście w to, jak wybór griota wygląda w praktyce. Nagrania Toumaniego Diabaté pozwalają usłyszeć mistrza kory z rodu griotów liczącego ponad siedemdziesiąt pokoleń.

Czytelnik spoza tradycji nie zostanie griotem od czytania książek. Praktykując opowieść terapeutyczną, może pożyczyć samo pytanie: czy jest ktoś, kto zna Cię na tyle dobrze, że wybierze trafniej niż Ty dla siebie? Czasem odpowiedź brzmi: tak. Babcia przy kuchennym stole to jedna z takich osób; wyszkolona terapeutka to inna.

Suficki nauczyciel, który wybiera za ucznia

W praktyce sufickiej opowieść dla ucznia wybiera nauczyciel; tak działa relacja pir-murid, więź mistrza i ucznia. Nauczyciel dopasowuje wybór do tego, nad czym uczeń właśnie pracuje. Opowieść, która pół roku wcześniej nie zmieniłaby niczego, dziś okazuje się tą właściwą. Uczeń nie wybiera sam, bo nie wie, której opowieści potrzebuje. Nauczyciel wie; taka jest jego powinność.

Artykuł o sufickich opowieściach opisuje tę tradycję, w tym adab (dyscyplinę słuchającego) i reguły przekazu, które kształtują opowieść suficką. Kanoniczne perskie źródła formy to Masnavi-ye Ma'navi Rumiego (przekład Jawida Mojaddediego w serii Oxford World's Classics) i Rozmowa ptaków Attara (przekład Sholeh Wolpé, Norton); oba dzieła wyrosły z islamskiego życia etycznego i najlepiej czytać je z tą świadomością.

Antologie Idriesa Shaha z połowy XX wieku (Tales of the Dervishes, 1967; w polskim obiegu jako Opowieści derwiszów) wprowadziły opowieść suficką do angielszczyzny w sposób, który ukształtował zachodnią recepcję formy. Suficcy badacze i praktykujący podważali rodowód, na który Shah się powoływał; kto go cytuje, przyznaje, że wchodzi na teren sporu. Nazwisko Shaha wyznacza moment, w którym model opowieści otrzymywanej trafił do powszechnej świadomości czytelników anglojęzycznych; autorytetem sufickiego przekazu Shah nie jest.

W tradycji sufickiej argument za powierzeniem wyboru brzmi najmocniej: nauczyciel wybiera, a samo wybieranie jest darem. Czytelnik spoza tradycji nie odtworzy relacji pir-murid lekturą. Może za to zatrzymać pytanie: kto w Twoim życiu wiedziałby, jaką opowieść Ci dać, gdyby dało się o nią poprosić?

Argument drogi wejścia

Większość osób, które piszą dziś na pierwszej drodze z dwóch dróg, zaczynała od przyjmowania na drugiej. Dziecko, któremu opowiadano opowieści terapeutyczne na dobranoc, po latach umiało napisać własną. Czytelniczka biblioterapii z czasem zaczęła pisać dla siebie. Uczennica tradycji wyrasta powoli na jej strażniczkę.

Przyjmowanie jest przy tym osobną drogą i samo w sobie wystarcza. Obie drogi stoją otworem przed dorosłym w każdym momencie życia, a artykuł o dwóch drogach mówi to wprost. Droga wejścia to tylko jeden z prawdziwych opisów: część czytelników zostaje przy przyjmowaniu na całe życie i właśnie ono jest ich praktyką.

Komuś, kogo wychowano w przekonaniu, że powierzenie wyboru to porażka, droga wejścia pozwala jednak w ogóle zacząć. Pierwsza przyjęta opowieść uczy formy na przykładzie. Dziesiąta buduje wyczucie: po czym poznać dobry nośnik, po czym zły, co zmienia zwrot, jak przychodzi nowe znaczenie. Po setnej osoba, która decyduje się pisać, ma słownictwo głębsze, niż dałaby jej jakakolwiek instrukcja.

Kiedy pozwolić opowieści przyjść

Krótka lista sytuacji, do których literatura i praktyka kliniczna wracają najczęściej.

  • Rana jest świeża i odbiorcy brakuje jeszcze na nią słów.
  • Odbiorcą jest dziecko. Część rodziców układa opowieści dla swoich dzieci, część nie, a gotowe zbiory, tradycja opowieści na dobranoc i polskie antologie bajkoterapeutyczne (Molicka, Bajki terapeutyczne, 1999) to pełnoprawne narzędzia.
  • Odbiorca chce podejść do materiału, który świadomy umysł dotąd omijał. Opisy przypadków Ericksona to najmocniejszy przykład.
  • Odbiorca jest na początku żałoby. Pisanie o świeżej stracie potrafi przytłoczyć; opowieść przyjęta od osoby albo tradycji, która zna ten teren, zwykle nie przytłacza.
  • Czytelniczka jest ciekawa formy. Przeczytaj dziesięć opowieści, zanim napiszesz jedną.
  • Czytelniczka nie chce pisać. To też jest pełnoprawny wybór: przyjmowanie jest praktyką samą w sobie.

Czym ten tekst nie jest

Nic z powyższego nie przemawia przeciwko pisaniu własnej opowieści. Forma ma swoje uzasadnienie, a za pierwszą drogą z artykułu o dwóch drogach stoją trzy żywe nurty kliniczne. Argument dotyczy chwil, w których przyjmowanie jest właściwym wyborem, a piszący nie musi za niego przepraszać. Biblioteka mieści oba argumenty, bo oba mieści sama praktyka.

Jeśli chcesz pisać, zacznij od dwóch artykułów: jak działa opowieść terapeutyczna pokazuje formę, a nauka stojąca za terapeutycznym opowiadaniem nurty, z których ta forma wyrasta. Jeśli chcesz przyjmować, zestaw opowieści w różnych kulturach prowadzi do tradycji, w które możesz się wczytać, esej przyzwolenie na niewiedzę opisuje postawę umysłu, jakiej przyjmowanie od Ciebie wymaga, a artykuł o co prosi Cię opowieść dyscyplinę słuchającego.

Jeśli pusta strona nie jest dla Ciebie

FamRoots napisze Ci terapeutyczną opowieść

Krótki wywiad pyta o Twoje życie, o trudność, którą niesiesz, i o to, w którą stronę opowieść ma sięgnąć. FamRoots pisze opowieść z Twoich odpowiedzi, w tej samej tradycji, co biblioteka, którą czytasz. Trzy opowieści są darmowe. Bez subskrypcji. Możesz też opowiedzieć lub napisać własną opowieść, mając w ręku tylko ściągę. Efekt będzie równie dobry.

https://healingtale.com/pl/niech-opowiesc-przyjdzie© Healing Tale · wydrukowano
Dlaczego czasem lepiej pozwolić opowieści przyjść do Ciebie | Healingtale